Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
fot. Kamil Marciniak / Legionisci.com
fot. Kamil Marciniak / Legionisci.com
Poniedziałek, 9 października 2017 r. godz. 14:40

Słowo po niedzieli: Klawo

Qbas, źródło: Legionisci.com

Reprezentacja Polski po 12 latach przerwy znów awansowała na mistrzostwa świata. Jakoś szybko to zleciało, chyba głównie dzięki temu, że w tym czasie trzykrotnie z rzędu graliśmy na mistrzostwach Europy (pamiętacie, że Euro 2008, to były pierwsze mistrzostwa kontynentu, w których graliśmy?). Wychowałem się na wszelkich możliwych porażkach kadry w latach 90. Dlatego każdy awans niesamowicie mnie cieszy. Zapraszam na historię biało-czerwonych widzianą moimi oczami.

Pierwszy mecz reprezentacji obejrzałem w 1989 r. Polska zmagała się w eliminacjach do Mundialu`90. W grupie rywalizowała ze Szwecją. Spotkanie zapamiętałem dzięki cudownej bramce Ryszarda Tarasiewicza z rzutu wolnego i bramce dla Szwedów w doliczonym czasie. Strasznie wtedy byłem rozgoryczony, bo uważałem, że zasłużyliśmy na remis. Dziś już nie pamiętam, czy rzeczywiście graliśmy na tyle dobrze. Faktem jest jednak, że od tamtej pory zacząłem oglądać spotkania biało-czerwonych. Nic jednak nie kojarzę poza tym, że nie zagraliśmy na MŚ we Włoszech, a także na Euro`92.

Potem były igrzyska olimpijskie. Nie mogłem zrozumieć, że w tej drużynie nie ma Baki, Koseckiego, Ziobera, czy Warzychy. Ale olimpijczyków pokochałem miłością pierwszą i czystą. Kłak, Wałdoch, Brzęczek i niesamowici Kowalczyk z Juskowiakiem, to byli moi pierwsi bohaterowie. Do tego „Kowal” grał przecież w Legii! Nie dość, że mieli piękne stroje, to jeszcze... wygrywali! I to jak! Pamiętacie 6-1 w półfinale z Australią? Dlatego, gdy niedługo potem ledwo wygraliśmy 1-0 z San Marino po golu Furtoka strzelonym ręką, a następnie dostaliśmy po 0-3 od Anglików i Norwegów w el. World Cup`94, było dla mnie szokiem.

Pewien promyczek nadziei na lepsze czasy pojawił się w eliminacjach Euro`96. Wprawdzie zaczęliśmy od haniebnego 1-2 w Tel Awiwie (pamiętam okolicznościową rymowankę: „Po przegranej z Izraelem, Madagaskar naszym celem”), ale ta kadra wydawała się być w stanie rywalizować z faworytami Francją i Rumunią. Najlepsze momenty przeżywaliśmy latem 1995 r. Najpierw wygraliśmy 5-0 ze Słowacją w Zabrzu (Tomaszowi Wałdochowi urodziła się wówczas córeczka, o czym poinformował spiker, a pan Zydorowicz, komentujący mecz w TVP, pytał: „Ciekawe jak będzie miała na imię córka Wałdocha? Może Słowacja?”), potem po heroicznym boju zremisowaliśmy w Paryżu 1-1. Mieliśmy ciekawą drużynę: m. in. Woźniak, Zieliński, Łapiński, Wałdoch, Koźmiński, Iwan, Świerczewski, Nowak, Kosecki, Kowalczyk (ciekawostka: w meczach przeciwko Izraelowi i Słowacji grał z nr. 2), Juskowiak, Szczęsny, Jóźwiak, Wieszczycki, Czereszewski... Wszyscy w wysokiej formie. Skończyło się jednak jak zwykle: brakiem awansu i kompromitacją w Bratysławie (1-4, czerwone kartki dla Koseckiego i Świerczewskiego).

Zmienił się selekcjoner i na dzień dobry przegraliśmy 0-5 z Japonią, co dla przeciętnego kibica było szokiem. Po chwili PZPN wyciągnął ze starej szafy Piechniczka i ten miał nas wprowadzić do MŚ`98. Zaczął od kapitalnego meczu na Wembley, gdzie prowadziliśmy nawet 1-0 po bramce Marka Citki (początek „citkomanii”), ale przegraliśmy 1-2 i zaczęło się bajdurzenie o pięknej porażce. Całe te eliminacje były żałosne, ale pamiętam debiut Grzegorza Szamotulskiego (2-1 z Mołdawią w Katowicach), wspaniały występ Pawła Skrzypka przeciwko Gianfranco Zoli w Chorzowie i... Waldemara Adamczyka, którym Piechniczek próbował zaskoczyć Anglików (klasyczne 0-2 na Stadionie Śląskim). Na mistrzostwa we Francji oczywiście nie awansowaliśmy, a pan Antoni został zwolniony jeszcze przed końcem eliminacji.

Za sterem zasiadł twórca olimpijskiego sukcesu Janusz Wójcik. Dużo o nim teraz wiemy, ale wówczas w narodzie uchodził za prawdziwego zbawcę i to takiego, co pezetenowskiemu betonowi się nie kłaniał. Szybko ogarnął organizacyjny bałagan, a pamiętajcie młodsi czytelnicy, że lata 90. to były czasy, w których w kadrze brakowało nawet sprzętu (pierwszy poważny kontrakt zawarto z Pumą w 1994 r., potem z niejasnych powodów zerwał go ówczesny prezes PZPN Marian Dziurowicz i podpisał nowy z Nike). „Wójt” zapewnił piłkarzom dobre warunki bytowe, zgrupowania organizował w hotelu Sobieskim w Warszawie, pojawiły się pieniądze za przyjazd na kadrę. Co najważniejsze: zaczął od trzech zwycięstw z rzędu. Szybko jednak na pomniku pojawiły się rysy, bo kolejne trzy mecze przegraliśmy, w dodatku do zera (0-3 z Gruzją, 0-4 z Paragwajem i 0-2 z Izraelem). Wójcik miał szykować zespół na jesienne mecze eliminacyjne do Euro 2000, a tymczasem mógł polecieć już w maju 1998 r. Wtedy jednak jego drużyna nieoczekiwanie wygrała 3-1 z Rosją. I znów zaczęło „żreć”. Na starcie kwalifikacji wygraliśmy na wyjeździe 3-0 z Bułgarią, a bohaterem został legionista Czereszewski. W marcu 1999 r. Wembley, gdzie trener się chyba przestraszył i wystawił bodaj 7 nominalnych obrońców i przegrał 1-3. Kadra grała w kratkę, ale, co nowość, do ostatniego meczu eliminacji miała szansę na awans do baraży. Ba, mogła go zapewnić sobie wcześniej w Warszawie, jeśli ograłaby Anglię. Niestety, zremisowaliśmy mecz, który mieliśmy wygrać (gdyby Radosław Gilewicz strzelił...), a potem przegraliśmy ten, który musieliśmy zremisować (0-2 ze Szwecją). I to był koniec „Wójta”.

Trenerem został nieoczekiwanie Jerzy Engel. I się zaczęło. „Los Engelos” najpierw grali słabo, nie umieli strzelić nawet gola, ale eliminacje do MŚ 2002 rozegrali koncertowo. Błyszczał nowy kadrowicz Emanuel Olisadebe, czyli Nigeryjczyk z przyznanym w trybie pilnym polskim paszportem. Kochałem tę drużynę. Ostatni raz tak naprawdę dałem się ponieść emocjom związanym z reprezentacją. Po 16 latach przerwy wywalczyli awans na mistrzostwa. Te jednak okazały się być klapą. Pompowany z wielu stron balon szybko pękł, a Engel wyleciał z posady. To był szok.

Jeszcze większym był wybór na stanowisko selekcjonera Zbigniewa Bońka. Jego kadrę zapamiętałem głównie z 0-1 z Łotwą w Warszawie, w którym to spotkaniu Tomasz Dawidowski tak uderzał na bramkę, że piłka wyleciała w aut. „Zibi” szybko zrezygnował, a stery powierzono Pawłowi Jansowi. „Janosik” pozbierał drużynę, przebudował ją, a jej znakiem rozpoznawczym był wówczas duet napastników Rasiak – Niedzielan, czyli wielki, silny oraz szybki i zwinny. Paradoksalnie, mimo sromotnych porażek ze Szwedami i tylko remisu z Węgrami, do ostatniego meczu mieliśmy szanse na baraże. Musieliśmy wygrać w Budapeszcie i liczyć, że Szwecja ogra Łotwę. My swoje zrobiliśmy, tamci przegrali i znów obeszliśmy się smakiem.

Janas pozostał na stanowisku i świetnie rozegrał eliminacje do Mundialu 2006. Z góry założył, że nie ma co się siłować z Anglią, a punktów należy szukać w meczach ze słabszymi, choć za rywali w walce o 2. miejsce mieliśmy więcej niż przyzwoitych Austrię, Walię i Irlandię Północną (plus Azerbejdżan). Gwiazdą drużyny był Maciej Żurawski, a kilka ważnych bramek strzelił Tomasz Frankowski. Na 10 meczów wygraliśmy 8 (dwie porażki z Anglią) i z najlepszym bilansem wśród zespołów zajmujących drugą lokatę w grupach pojechaliśmy do Niemiec. Tam nadzieje nie były tak wielkie, jak w Korei, ale liczyliśmy, że wyjdziemy z grupy, w której mieliśmy Niemców, Ekwador i Kostarykę. Skończyło się kompromitacją z Ekwadorem, piękną porażką z Niemcami i nic nie znaczącą wygraną w ostatnim meczu.

Wtedy PZPN zatrudnił Leo Beenhakkera. Holender zaczął słabo, przegrał i zremisował na początku eliminacji Euro 2008, ale szybko przeszedł do historii, bo jego zespół, po bardzo dobrym meczu, pokonał 2-1 Portugalię, ówczesnych wicemistrzów Europy. Potem poprawił wygraną w Brukseli i zaczęło się szaleństwo, a nr 1 był Euzebiusz Smolarek. Pan Beenhakker miał specyficzny styl pracy, Polacy grali w kratkę i nie zachwycali stylem, ale wciąż szukał piłkarzy nadających się do gry w kadrze i, co najważniejsze, kluczowych meczów nie przegrywał. Niestety, na Euro 2008 trafiliśmy do silnej grupy z Niemcami, Chorwatami i gospodarzami Austriakami. Nie pomógł więc ani będący w życiowej formie Artur Boruc, ani naturalizowany Brazylijczyk Roger Guerreiro. Nie pomogło również, że reprezentacja była bez formy, a z powodu kontuzji tuż przed mistrzostwami wypadł jeden z liderów Jakub Błaszczykowski.

Po tamtym Euro coś we mnie pękło i mecze reprezentacji oglądam bez ekscytacji. Spotkania z eliminacji do MŚ 2010, przygotowania do Euro 2012, czy te pod wodzą pana Waldemara Fornalika zlewają mi się w jedno wspomnienie zatytułowane „Klapa”. Gdy o nich myślę przed oczami mam błąd Boruca w Belfaście, przemowę pana Dariusza Szpakowskiego po klęsce 0-3 w Słowenii, 0-6 z Hiszpanią, Eugena Polanskiego, Ludovica Obraniaka, Sebastiana Boenischa, Adama Matuschyka, poślizgnięcie się Wawrzyniaka, basen narodowy, gola Glika z Anglią oraz gołą d… Jakuba Koseckiego.

Aż nastał Nawałka. Oczywiście podszedłem do niego sceptycznie. Wszystko zmieniło się po 2-0 z Niemcami. Z mistrzami świata Niemcami. Tymi Niemcami, którzy od zawsze nas ogrywali, wyjątkowo pozwalając nam na jakiś remis. Dla mnie, wychowanego na świętowaniu „zwycięskich remisów” albo „honorowych porażek”, to było coś niewyobrażalnego. Najwspanialszy moment w historii mego kibicowania reprezentacji. Uważam, że nic lepszego nas już nie może spotkać. Chyba, że zdobędziemy medal w Rosji. Od tamtej pory, świadom wprawdzie mankamentów drużyny Nawałki, jestem fanem tej ekipy. Cenię ją za charakter, waleczność i determinację w osiąganiu celów. Te cechy polscy piłkarze pokazali już na Euro 2016, na którym osiągnęli najlepszy wynik od czasów, gdy interesuję się futbolem. Czyli od czasów niepamiętnych (brązowy medal na MŚ 1982). W eliminacjach do rosyjskiego mundialu tylko je potwierdzili. Zdobyli 25 na 30 punktów. 8 zwycięstw, 1 remis i 1 porażka. Wspaniałe osiągnięcie.

Po co to wszystko piszę? Po pierwsze chcę się podzielić z Wami swoją radością z awansu. Po prostu. Chcę też uświadomić, zwłaszcza młodszym czytelnikom, że jesteśmy we wspaniałym okresie w historii reprezentacyjnej piłki. W XXI wieku trzy razy graliśmy na Euro, trzeci raz zagramy na mundialu. Żyjemy w czasach, gdy mamy jednego z najlepszych napastników na świecie. Robert Lewandowski w ostatnich eliminacjach strzelił 16 bramek. W 1995 r. cieszyliśmy się, gdy Andrzej Juskowiak uzbierał ich 7. Mamy też bramkarza w Juventusie, a także obrońców, którzy występowali w finale i półfinale Ligi Mistrzów. Pamiętajmy więc, że nie zawsze było tak dobrze. Co więcej, nie zawsze będzie. Szanujmy to co mamy, to co jest. A jest klawo!

Autor: Jakub Majewski "Qbas"
Twitter: QbasLL
Kątem Oka na FB



Komentarze: (24)

Juri, 09.10.2017 15:01:50 - *.centertel.pl

Klawo jest,Nie ma to tamto.

mG, 09.10.2017 15:23:40 - *.2

Spoko tekst, po Euro w 2008 miałem tak samo z kadrą, aż do czasu Nawałki,też sceptycznie podchodziłem do jego zatrudnienia po Fornaliku i Smudzie. Ale zbudował drużynę która naprawdę pokazuje wolę walki.Mamy kilku gracz na europejskim poziomie , plus Lewy klasa światowa.
Nawałka wprowadził "team spirit" i też umiał się zachować kiedy była jakaś afera na zgrupowaniu.
Wiadomo , że brakuje dobrych zmienników , kontuzja Milka , pojawiają się błędy w obronie i odpuszczanie kiedy prowadzimy w meczu, ale mimo wszystko jedziemy na Mistrzostwa.

Nie należy pompować balonika , bo Niemcy, Brazylia, Francja , Hiszpania itd.
Ale na pewno nie mamy się co wstydzić za ich grę.
W przeciwieństwie do obecnej Naszej Legii...

Maniek, 09.10.2017 15:56:56 - *.opera-mini.net

Pamietam te czasy.Po remisie z Francja Woźniak dostał przydomek "Książe Paryża".Bramke Citko na Wembley.Stare dobre czasy.

Mg, 09.10.2017 16:11:06 - *.play-internet.pl

Moim zdaniem zajebisty artykul!

Tom, 09.10.2017 16:39:08 - *.centertel.pl

A jako kibice Legii cieszmy sie z naszego super skautingu. Jak nikt inny nie zobaczyli potencjalu najlepszego polskiego pilkarza ostatnich lat Lewandowskiego i oddali go za paczke fajek do Znicza

Mamy Lewandowskiego, 09.10.2017 16:40:38 - *.play-internet.pl

który do Legii był za słaby... Klub jeszcze na oficjalnej wymienia Go jako byłego zawodnika. Była to chyba największa porażka od wielu, wielu lat, wypuścić takiego zawodnika...

grzesiek, 09.10.2017 16:57:41 - *.neoplus.adsl.tpnet.pl

Nie rozumiem, po co klub naraża się na pośmiewisko, wpisując Lewego jako swojego byłego zawodnika; zamiast opuścić zasłonę miłosiernego milczenia, Ci wywlekają to frajerstwo na światło dzienne; kto tam odpowiada z PR? Borat?

Borat, 09.10.2017 17:35:19 - *.play-internet.pl

Jaksiemasz. Majnejm a Borat. Lewandowski greatest player in the world. I likes. Haj fajf.

hajdukL, 09.10.2017 17:55:51 - *.dynamic.chello.pl

Nawet fajna pigułka ostatniego prawie trzydziestolecia.
Od siebie dodałbym tylko mecz Polska - Bułgaria we wspomnianych eliminacjach do Euro 2000. Pamiętacie? Ja chyba ten mecz z największym sentymentem wspominam.

Legionista, 09.10.2017 18:12:44 - *.226

Ja byłem i jestem sceptyczny co to Nawałki - Można mówić o osiągnięciach itp, ale nie widzę przyszłości reprezentacji Polski z Nawałką - Raczej Dopóki jest Lewy to będziemy wygrywali, ale jak np: nagle kontuzja się pojawi czy pójdzie na emeryturę (za np:4-6 lat) to kto będzie ciągnął reprezentacje... Na tą chwile mamy silną kadre, ale żadnych metalów! Nie róbmy z awansu do MM jakimś "Wielkim" osiągnięciem ponieważ: mieliśmy łatwą grupę! Orły Górskiego nie grali z amatorami i wygrywali, a teraz zobaczymy jakie są Orły Nawałki! Z Niemcami wygraliśmy 10 razy (9 razy z NRD) i ten za Nawałki.

do Autora tekstu, 09.10.2017 18:16:35 - *.dynamic.chello.pl

Zydorowicz faktycznie poinformował podczas wygranego meczu ze Słowacją w 1995 r. o narodzinach córki Wałdocha, jednak zastanawiał się czy nie nazwą jej Wiktoria, a nie Słowacja, jak sugeruje autor tekstu. Jest w ogóle takie imię: Słowacja??

Trzeciak, 09.10.2017 18:20:33 - *.122.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

Arrubena i Manu to byly talenty a nie jakis Lewy.

Kibic LG, 09.10.2017 19:59:21 - *.dynamic.chello.pl

Dzięki za tekst. Próbowałem zrozumieć czemu ja nie potrafię już oglądać meczów repry już nie mówiąc o kibicowaniu jej. Mój pierwszy świadomy turniej to Meksyk 86. Choć pamiętam, że nie wszystkie mecze rodzice pozwalali mi oglądać. A potem to już tylko lata emocji związanych z eliminacjami. Mecze z Anglikami a szczególnie te w Chorzowie. I jak sobie pomyślę to miałem to samo po 2006r że coś pękło i do tej pory "sukcesy" naszej repry mnie nie cieszą. Co więcej za czasów gdy prezesem pzpnu był ten buc Grzegorz L. repry nienawidziłem do tego stopnia, że gdy był mecz towarzyski w Gd. z Niemcami, wstyd ale im kibicowałem.
Co do ostatnich "sukcesów" mam wrażenie, że po prostu mamy kupę szczęścia no i Lewandowskiego. No cóż a może po prostu szczęście sprzyja lepszym. Oby w Rosji nie powtórzył się mundial z 2006. Wyjście z grupy będę uważał za sukces. Numer koszyka dla nas i tak nie ma znaczenia, każda grupa może być dla nas grupą śmierci.
Pisze to ja doświadczony jak autor pasmem porażek reprezentacji. Pzdr.

chi, 09.10.2017 20:46:12 - *.neoplus.adsl.tpnet.pl

@ do Autora tekstu:
Jest takie jedno imię dla dziewczynki - Tradycja

LjakLegia, 09.10.2017 21:16:57 - *.play-internet.pl

lepiej bym tego nie wyraził.Ja kibicuję reprezentacji od czasów Apostela więc lata chude przeżyłem równie długo.Swietny artykuł!

Siekierki, 09.10.2017 22:51:13 - *.94.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

Ja mialem szczescie ze zaczynalem kibicowac reprezentacji od mistrzostw w 82, wiec pamietam tez bardzo fajne chwile, potem bylo juz tylko coraz gorzej a apogeum byl mecz z Ekwadorem w 2006 i 0:2:(!!!!
Ale teraz mamy naprawde fajna druzyne wiec z grupy powinnismy wyjsc:)

JacekL72, 09.10.2017 23:02:02 - *.play-internet.pl

Jak na ironię mamy teraz bardzo dobra reprezentację a kibicow brak, bo nie mozna nazwac tak duza część tych co przychodzą teraz na kadrę. 56 tys chlopa na stadionie i dlugimi momentami cisza ze pilkarzy slychac jak piłkę odbijają. Miałem okazje byc na kilku meczach z końcem lat 90tych... To byly klimaty...

lukasz2634, 09.10.2017 23:04:53 - *.cheeloo.net

Przed opisanym meczem z niemcami powiedziałem do znajomych, że jak wygramy to do końca dekady zdobędziemy medal na euro lub mundialu. Uważam, że przy odrobinie szczęścia w losowaniach mamy na to szansę już za rok.

Olo, 10.10.2017 01:39:41 - *.dynamic-ww-07.vectranet.pl

Ale, że Olisadebe był graczem Polonii, z którą zdobył nawet Mistrza Polski strzelając w decydującym meczu Legii bramkę na Łazienkowskiej, to można było wspomnieć, bo to trochę takie małostkowe inaczej...

kogo winicie za brak Lewego w Legii?, 10.10.2017 11:20:27 - *.dynamic-ww-10.vectranet.pl

Jeśli Trzeciaka, to ja bym winił teg kto go tam zatrudnił, choć z drugiej strony błędy przytrafiają sie każdemu..
A artykuł bardzo fajny panie Qubas

XYZ, 10.10.2017 11:37:12 - *.net.kth.pl

Fajny artykuł, założę się że autor ma 34-36 lat. Dzięki za treść, przypomniałem sobie właśnie parę fajnych chwil miejsc i emocji jakie towarzyszyły tym meczom. Prawie tyle samo pamiętam. Ale ja się od kadry nie odwracałem i oglądałem zawsze mimo bęcków i piachu jaki grali. Ta dzisiejsza kadra jest efektem pracy od około 2005 roku. Mamy wspaniałą kadrę, ale młodzieżówka już tak nie cieszy a chodzi oto, żeby ten poziom utrzymać na lata. Oby tylko z kadrą nie stało się to co z Legią obecnie i kilkukrotnie wcześniej. Legia z grudnia 2016 a Legia na dziś to przepaść niestety. Ta z grudnia to była Legia Leśnodorskiego i jak dla mnie to on został legendą. To była najlepsza Legia odkąd pamiętam. Wystarczyły jeszcze 2-3 transfery + status quo i gralibyśmy rok rocznie w LM. Pewnie sporo wody w Wiśle upłynie zanim znów zobaczymy taką Legię, jeśli w ogóle zobaczymy

Rower, 10.10.2017 14:51:38 - *.zen.net.uk

Czy ktos moze opisac proces dystrybucji biletow na taki mecz jak ostatnio na Narodowym ?
Chodzi o to czy jest jakies losowanie i przez to wiekszosc to Janusze i Malysze.
Czy na wyjazdowe mecze jest inny system ?
dzieki z gory

do Rower, 10.10.2017 21:00:58 - *.51

tak, wiekszosc to janusze i malysze...dzieki temu jest normalnosc i nikt z liscia nie dostanie;) A i dzieki temu wyniki sa takie, ze jestesmy w 1. dziesiatce rankingu....kiedys gdy 'kibice-fanatycy' byli na trybunach to niczego nie bylo. Taka prawda, niestety (wiem, ze nie pisze dzis po linii redakcyjnej, wiec i komentarz nie przejdzie)

ostry, 10.10.2017 22:06:35 - *.play-internet.pl

Byłem na wspomianym meczu z Łotwa, bylo ku..wsko zimno, ale wszystkich rozgrzalo to co działo sie na Żylecie gdy pilke dostawal Dawidowski to byla parodia, salwy smiechu, blaganie aby tylko mu nie podawac istny kabaret. Dawidowski w tym meczy byl pilkarskim mistrzem dryblingu z samym soba i strzalow w aut. Nawet lotysze to widzieli bo odpuscili goscia totalnie. Nic dziwnego gdy ten kopal sie w pieta czolo z przewrotki do tego falszem. A mialo byc łotwo.

Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.

Dodaj swój komentarz:

autor:

e-mail:


treść:


Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!